Cudowne odchudzanie nastolatki i efekty uboczne

Mieszkając z nastolatką możesz być pewna, że kiedyś nastąpi sakramentalne: „Mamo jestem gruba”. Problem pojawia się gdy znajdzie na własną rękę „cudowny” sposób na odchudzanie. Obecnie na rynku pojawia się mnóstwo firm oferujących niesamowicie działające środki odchudzające. Czy zdajemy sobie sprawę, jakie ich używanie niesie za sobą skutki uboczne?

Pewnego ranka córka koleżanki, ambitna, dobrze ucząca się nastolatka, padła jak długa na progu łazienki. Straciła przytomność i ciężko było się z nią przez chwilę porozumieć. Wezwany lekarz  zmierzył ciśnienie i zlecił badania. Okazało się, że dziewczynka ciśnienie miała 90 na 50! Zlecone badania też nie wyszły najlepiej. Suma sumarum wyszło to omdlenie na dobre, bo (powiedzmy) Asia była na najlepszej drodze do anemii, a co gorsza do anoreksji.

A zaczęło się od stwierdzenia, że jest za gruba. Rzeczywiście Asia nie była typem chudzielca, nawet nie była szczupła. Podejmowała z mamą różne próby redukcji wagi, ale coś nie wychodziło. Cóż, rady matki odnośnie zdrowego, racjonalnego odżywiania, lub udania się do dietetyka nie docierały. Nastolatka, jak to nastolatka, nie uważała matki za wystarczający autorytet w tej dziedzinie. Kiedy więc znajoma rodziców zaproponowała jej wizytę w gabinecie oferującym „cudowne” środki, pokazując ile sama schudła bez większego wysiłku (rzeczywiście nieco schudła w tym okresie), dziewczyna z radością na to przystała. Nie pomagały protesty matki, że to chemia i nieznany skład, że dieta jest niezbilansowana, że znajoma jest dorosła i jej organizm nie rozwija się, a Asi organizm jeszcze rośnie. Najważniejsze, że Asia chudła. Chudł też portfel rodziców, bo pani z gabinetu żądała wizyt co tydzień, bezpłatnych – a jakże – na których trzeba było kupować koktajle (do picia zamiast śniadań), odżywki i suplementy po kilkaset złotych. Do tego dieta podana przez panią nie dość, że nie zawierała podstawowych wartości odżywczych, witamin i minerałów, to była bardzo uciążliwa i kosztowna. Ale skoro taka kosztowna i uciążliwa, pełna odżywek, to na pewnie najlepsza…

I tak Asia zrzuciła parę, może paręnaście kilo. Mijały miesiące. Nastolatka zrobiła się nerwowa i płaczliwa. Nie mogła się na niczym skupić. Chodziła ciągle zmęczona. Początkowo rodzice myśleli, że to wynik burzy hormonalnej i okresu pokwitania. Przecież zmienność nastrojów i zmęczenie to naturalne zjawiska u młodzieży. I co najgorsze przestała chudnąć. Waga stała jak zaczarowana. Pani z „Cudownych Odżywek” uspakajała, że takie przystopowanie jest naturalne i jednocześnie dawała kolejne specyfiki, po których dziewczynka miała non stop biegunkę. A waga nadal nic. Więc nasza bohaterka zaczęła drastycznie ograniczać i tak już bardzo wyśrubowaną dietę. Aż pewnego dnia mama znalazła ją nieprzytomną na podłodze…

Asia nie jest wyjątkiem i nie piszę tego dla wzbudzenia sensacji. Odchudzanie nastolatek to poważny problem. Szybko żyjemy. Szybko i byle co jemy. Potem tyjemy i my i nasze dzieci. Niezdrowe to i nieładne i rzeczywiście warto dbać o to by nie być otyłym, ale nasze dzieciaki nie chcą być szczupłe. One chcą być chude! Chcą być piękne i wyglądać jak modelki. Odchudzają się więc na potęgę. Coraz częściej i dzieci i rodzice dają się omamić obietnicom łatwego i bezproblemowego zrzucenia wagi dzięki „cudownym dietom” i „cudownym” preparatom oferowanym przez różne firmy, które najbardziej chcą odchudzić nasze portfele, a nie nas. Okazuje się, że diety z „cudownymi odżywkami” w roli głównej to prosta droga do różnych chorób, takich jak anemia, czy anoreksja.

Z drugiej strony, powiedzmy uczciwie, bez preparatów też można sobie zrobić krzywdę. Jako wychowawca na obozie młodzieżowym w tym roku, byłam świadkiem omdleń kilku dziewczyn, które jak się okazało, wiedziały lepiej co jest dla nich dobre i odżywiały się gorzką, czarną kawą, oraz owocami.

Sama też jako nastolatka stałam na progu anoreksji. Byłam wychudzona i straciłam okres. Moje śniadanie to było pół jajka i pomidor i to też porcja zjadana na siłę. Dobrze, że moi rodzice wykazali się czujnością i zaciągnęli mnie na czas do lekarza, bo mogło się to źle skończyć.

Anoreksja to straszna choroba. Wycieńcza organizm i może prowadzić nawet  do śmierci. Najczęściej zapadają na nią ambitne dziewczynki i dziewczyny. Chcą być piękne, szczupłe, zauważane i doceniane. Dążą do doskonałości w swoich oczach, lecz ta doskonałość wciąż nie nadchodzi w ich mniemaniu.  Chcą też mieć poczucie, że nad czymś  wreszcie panują, np. swoim życiem poprzez panowanie nad własnym ciałem. Osoba chora na anoreksje, żeby nie wiem jak była szczupła, w lustrze widzi siebie grubą. Boi się jeść cokolwiek, żeby broń Boże nie przytyć, nie stracić kontroli, nie stracić urody. I powoli, powoli wyniszcza swój organizm…

Jak możemy pomóc naszemu dziecku? To trudne pytanie. Na pewno miłością, zainteresowaniem i rozmową. Jednak nie zawsze potrafimy rozmawiać z naszym dzieckiem. Wszak nie ma szkół dla rodziców i nie każdy wie okazać dziecku, że jest dla nas ważne, że zależy nam na jego dobru. Mimo wielkiej miłości do swojego dziecka i chęci dania mu wszystkiego co najlepsze, po prostu nie umiemy mu okazać swoich uczuć i zadbać o nie należycie.

W takich momentach, ja wybieram się do psychologa. Wielu rodziców boi się psychologa, bo to może świadczyć, że dziecko jest „wariatem”, a co gorsza przyznamy się do porażki i co ludzie powiedzą? Mnie to nie obchodzi. Chcę dobra mojego dziecka i po prostu idę i pytam i rozmawiam. A przede wszystkim moje dziecko ma okazję porozmawiać z autorytetem, z kimś kto już wiele widział i słyszał i wie jak można mu pomóc. Pewnie nie raz będę Was namawiała na wizyty u psychologa. Dziś jest ten pierwszy. Laryngolog leczy gardło, a psycholog duszę i tylko taka różnica.

Wracając do diety i odchudzania. Gdy zauważymy, że nasze dziecko czuje potrzebę zrzucenia kilogramów, albo my widzimy taką potrzebę, warto się wybrać do zaufanego, poleconego dietetyka, który posiada odpowiednie ku temu wykształcenie. Prawdziwe wykształcenie poparte dyplomami ukończenia odpowiednich szkół – najlepiej studiów, a nie tak jak panie z sieciówek handlujących odżywkami, które są wykształcone do sprzedawania odżywek. Dobry dietetyk wypyta pociechę o jego tryb życia, co lubi a czego nie lubi jeść. Następnie ustawi dietę i zaproponuje przykładowe potrawy. Wytłumaczy w sposób fachowy jak działa nasz organizm i jak najlepiej z nim współpracować. Odpowie na wszystkie pytania. Zleci badania, by sprawdzić, czy przyczyna podwyższonej wagi nie leży czasem w schorzeniu. Zapyta o choroby i leki przyjmowane na stałe, by odchudzanie było dla dziecka przyjemne i bezpieczne. Badania będzie zlecał co jakiś czas, by sprawdzić, czy organizm  prawidłowo funkcjonuje. No i… nie będzie zapraszał co tydzień (bo wie, że to nic nie daje) i nie będzie proponował żadnych odżywek.

Także Kochane, bądźmy uważne i obserwujmy nasze pociechy. Zwracajmy uwagę na to jak się odżywiają. A jak wyskoczą z pomysłem odchudzania, szczególnie za pomocą „cudownych” środków, sprawdźmy dokładnie co i jak zanim podejmiemy decyzję.

Poruszył Cię ten wpis? Skomentuj, udostępnij, polub. Będę wdzięczna za każdą Twoją reakcję.
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Niestety wykluczyłam ze względu na spam, możliwość wstawiania linków w komentarzach. Chcesz dodać adres Swojej strony, zrób to w polu "Witryna Internetowa", Twój komentarz w tym przypadku zostanie dodany po weryfikacji. Komentarze z linkami w treści zostaną automatycznie usunięte.