Czy jestem toksyczną matką?

Właśnie po raz pierwszy zadałam sobie to pytanie. Zawsze wydawało mi się, że jestem dobrą matką. Dbam o dzieci, ale nie przesadnie, daję im dużo przestrzeni, ale nie pozwalam na wszystko. Zaspokajam ich potrzeby, staram się rozmawiać z nimi i darzę je zaufaniem. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogę być toksyczną matką. Dlatego nie jest łatwy wpis dla mnie.

Jednakże kilka dni temu natrafiłam na artykuł na dzielnicarodzica.pl , który spowodował u mnie falę przemyśleń. I niestety muszę przyznać, że zauważam u siebie pewne symptomy. Jakie? Chyba nie mam odwagi, by się przed Wami przyznać, z resztą to nie ma znaczenia dla meritum tego wpisu. Dla mnie najważniejsze jest, żeby przyjrzeć się sobie jako matce i zaradzić póki nie jest za późno.

Nie napiszę chyba nic odkrywczego twierdząc, że matka odgrywa ogromną rolę w życiu dziecka i równie wielką w kształtowaniu jego postaw i podejścia do ludzi, oraz samego siebie. Dlaczego matka? Bo to mama spędza z dzieckiem najwięcej czasu, bo to ona nosiła je pod sercem 9 m-cy, co tworzy więź, której nic nie przebije, bo to matka w razie rozwodu zazwyczaj zostaje z dzieckiem i to ona kreuje jego świat. Niby banał. Każdy to wie. Jednak czy mamy odwagę przeczytać ten artykuł, a następnie przyznać przed sobą: „tak moje zachowania są toksyczne” i spróbować to zmienić?

Powiem Wam, że dla mnie to było przerażające odkrycie. Takie, które nie pozwala myśleć o niczym innym. Ile spustoszenia można nieświadomie zrobić w dziecięcej psychice…

Na szczęście jest światełko w tunelu. Moje dziewczyny mam przy sobie, rozmawiamy, nadal mnie kochają. Mam więc szansę na poprawę. I trzeba się wziąć do roboty teraz. Korzystać, że jeszcze są blisko i naprawiać co się da. Nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla nich. Nie ulega przecież wątpliwości, że nawet najgorsza matka (no chyba, że jest upośledzona – ale to osobny przypadek) chce jak najlepiej dla swoich dzieci. Chodzi tylko o to, że nie zawsze zdaje sobie sprawę, że działając w dobrej wierze, krzywdzi swoje dzieci. I wiecie co? Toksyczna matka to nie tylko patologiczna matka – alkoholiczka zaniedbująca swoje pociechy. Nie tylko taka, która wychowuje przez bicie i awantury.

Toksyczna może być też ta powszechnie uważana za dobrą mamę, troskliwa i opiekuńcza, a właściwie nadopiekuńcza. A nawet bardzo wyrozumiała matka – kumpelka. Nawiasem mówiąc, o takiej matce – kumpelce opowiadała mi wczoraj moja Jagoda z komentarzem „mamo jak ja Ciebie zaczynam doceniać”. Okazuje się bowiem, że nie jest wskazane bycie kumplem swojego dziecka i pozwalanie mu na wszystko, kupowanie piwa, gdy ma 16 lat i uważanie, że to w porządku, że dziecko jara trawę, skoro nam o tym mówi, albo pomoc w przemyceniu alkoholu na bal gimnazjalny, bo przecież i tak by sobie przemyciło. Dziecko to dziecko i oczekuje od nas przewodnictwa, wsparcia i pokazania co jest dobre i właściwe, a co nie, że jego działania mogą powodować konsekwencje. Dzięki temu czuje się dzieckiem i czuje, że ma w Tobie oparcie.

Również nadmierne wtajemniczanie dziecka w swoje problemy, jakby było najlepszą przyjaciółką, nie jest dobrym pomysłem. Myślisz, że powinno wiedzieć, że tak jest uczciwie. Tymczasem dziecko może czuć się zagrożone w związku z twoimi problemami, albo co gorsza mieć poczucie, że za Ciebie odpowiada i powinno się tobą zaopiekować. Dla młodego człowieka jest to ciężar nie do podźwignięcia. Chce mieć w nas opokę, bezpieczną przystań, do której wróci z każdej, nawet niebezpiecznej i szalonej podróży. Samo nie powinno być przystanią, jest na to jeszcze za kruche.

Nadopiekuńczość znowu prowadzi do zagubienia i braku samodzielności, ale też wprowadza niskie poczucie wartości u dziecka. Mama myśli za mnie, robi wszystko za mnie, znaczy że ja nie potrafię i nie nadaję się do niczego. Takie zachowanie matki może też prowadzić do wychowania społecznej kaleki, która bez mamy nie potrafi poradzić sobie w dorosłym życiu.

Nadambitna – swoje niespołnione marzenia i ambicje projektuje na dziecko. Zawsze chciała grać na skrzypcach, więc córka chodzi na skrzypce. Nie skończyła studiów, więc synek będzie inżynierem. A dziecko ma własne marzenia, własne ambicje, albo jeszcze ich nie ma, bo zwyczajnie jeszcze nie, ale chodzi na te skrzypce wbrew sobie, żeby mamusia się cieszyła…

Poświęcająca się Matka-Polka – w oczach wielu wzór matki. Dla dziecka kolejny ciężar trudny do udźwignięcia. Wyobraźcie sobie, że wasza mama ciągle sobie wszystkiego dla Was odmawia, rezygnuje ze swojego prawa do odpoczynku, nic sobie nie kupuje, nigdzie nie wychodzi, pracuje ciężko, wszystko dla dzieci, dla niej nic, a do tego ciągle to podkreśla. Jak się czujecie? Czy nie macie w sobie poczucia winy? A jak tu żyć z poczuciem, że się krzywdzi i wykorzystuje własną matkę?

Matka nieobecna – coraz częściej nam się to zdarza. I nie chodzi tu o fizyczną nieobecność. Tempo życia, ilość obowiązków, praca, znajomi, media społecznościowe, to zajmuje nasze myśli. Wracamy z pracy, bierzemy się za prace domowe, później telefon do koleżanki, co tam słychać na FB, na rozmowę z dzieckiem nie starcza już czasu. Zdawkowe „co w szkole” i tyle. Nic o jego problemach, samopoczuciu, radościach. Dziecko nie jest na tyle ważne, by poświęcić mu chwilę niczym nie mąconej uwagi. Wejdźcie w skórę tego dziecka, co czujecie?

Rozwiedziona, pokrzywdzona – zdarza się, że po rozwodzie mamy w sobie ogromny żal do byłego męża, niezależnie od przyczyny rozwodu, czujemy się pokrzywdzone i zostawione same sobie. I nic dziwnego, starajmy się jednak nie przenosić frustracji z tym związanych na dzieci. Nie oczerniajmy byłego i nie wciągajmy dzieci w gierki między rodzicami. Dziecko ma prawo do miłości obydwu rodziców, ma też prawo kochać ich tak samo. No i ma prawo do wyrobienia sobie własnej opinii o którymkolwiek z rodziców. I znów przypominam, dziecko ma prawo być dzieckiem, bez wciągania go w świat dorosłych.

Wyobraźcie sobie, że także bycie „sprawiedliwą” mamą, może frustrować dzieci. Kiedy mama stara się równo traktować dzieci, nie zdaje sobie nawet sprawy, że to nie do końca jest sprawiedliwe traktowanie. Bo dzieci są różne. Są osobnymi bytami o własnych możliwościach, predyspozycjach i potrzebach. To tak jak z komunizmem. „Równo” nie zawsze znaczy „dobrze” i „sprawiedliwie”.

Przykłady toksycznych zachowań matek można mnożyć i mnożyć. Właściwie każda postawa matki, która powoduje u dziecka brak poczucia bezpieczeństwa, rozedrganie emocjonalne, wejście w rolę dorosłego, czy frustrację jest postawą negatywną, wręcz przemocową.

A teraz chwila prawdy. Ile z tych matek widzę w sobie? Odważysz się zadać sobie to pytanie?

Poruszył Cię ten wpis? Skomentuj, udostępnij, polub. Będę wdzięczna za każdą Twoją reakcję.
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Komentarze

  • kurcze wszystko fajnie tylko gdzie w tym wszystkim miejsce na niedoskonałość? Wiele matek stale sobie zadaje takie pytania, czy jestem dobrą Matką? Tylko tak naprawdę być dobrą stale się nie da: raz nastolatki zmieniają na tym punkcie zdanie co 15 min. i raz jesteś kochana, a raz wredna, dwa jesteś człowiekiem popełniasz błędy i się na nich uczysz, trzy skoro się starasz i dostrzegasz wady jakie popełniasz to już możesz tak o sobie myśleć. W ogóle stwierdzenie czy jestem dobrą lub złą czy toksyczna matką to wg. mnie bzdura – nie da się tak oceniać – nic nie jest czarno białe. Czasem musisz być wredna, czasem kochana, czasem przytulanką, a czasem twarda jak skała. Nic nie jest jednoznaczne. Oceniać Cie będą dzieci jak dorosną, a Ty się zwyczajnie staraj być dla nich dobra i kochająca i to wystarczy. Tak to w uproszczeniu głębokim wygląda z punktu faceta – tak wiem nie znam się.

    • Na tym nie trzeba się znać, to trzeba widzieć i czuc, dziękuję Ci za ten komentarz, spojrzenie z dystansu to jest to czego czasem nam trzeba czasami. Nie mniej warto czasem się nad sobą a zastanowić, nie mów że nie

      • a pewnie że tak i uważam, że samo to, że zadajesz Sobie takie pytania już świadczy o tym, że się przejmujesz i Ci zależy – zwyczajnie tylko nie należy z tym również przesadzać bo jak nawet dostrzeżesz, że coś źle robisz, to świat się nie kończy i nie ma co rozpamiętywać i się załamywać, nie wolno tez sobie samej wmówić, że jesteś złą Matką bo na Ciebie to zacznie działać destrukcyjnie. Lepiej spiąć pośladki i starać się inaczej jak naprawdę jest problem i tyle.

  • Avatar Dorota Matuszewska pisze:

    Ja czuję, że nie jestem matroną. Jestem człowiekiem.
    W związku z tym mam chwile lepsze i gorsze. M,am chwile, kiedy mówię nie martw się poprawisz zły stopień, a teraz może dla rozluźnienia zrobimy pierogi i pogadamy co fajnego zrobiłaś na lekcji z ceramiki.
    Są dni kiedy mnie szlag trafia i mówię zmarnowałaś/ zmarnowałeś weekend na bzdurach, a wynik z testu jest kiepski i nie będę udawała że nic się nie stało, bo jestem wściekła. Są chwile, kiedy mówię Ok jedziesz na imprezę i wracasz o 1 w nocy, a są takie imprezy kiedy mówię nie, stanowczo nie bo martwię się o Twoje bezpieczeństwo. Nie uważam że jestem toksyczna. Toksyczny rodzic to taki który nie wychyli się w żadną stronę, tylko stale trzyma się swojego zdania bez względu na okoliczności i dorastanie jego dziecka… Oczywiście są dni kiedy nie boję się użyć słowa – przepraszam, bo mnie poniosło, ale naprawiam co zepsułam a nie karam siebie: jak mogłaś ?

  • Dziękuję za twoją wypowiedź. Chodzilo mi o chwilę refleksji, byśmy przyjrzały się sobie jako matkom. Obserwując komentarze (np twój) tutaj i np na FB widzę, że odzywają się mamy, które nie mają w sobie ani odrobiny toksyczności . Ale chyba tak to jest z tą toksycznością , ze matki o takich zadatkach nie widzą ich w sobie i w ogóle ich ten temat nie interesuje. Nie wiem czy to poziom wrażliwości, autorefleksji jest inny?

    • Avatar Dorota Matuszewska pisze:

      Od przyznania się: faktycznie źle zareagowałam na daną sytuację do toksyczności, czyli – zawsze źle reaguję w takich sytuacjach jest kawał drogi ;-).
      Wiem co miałaś na myśli dodając post o toksyczności i autorefleksji, ale myślę, że toksyczne mamy i tak uważają, że ich nadopiekuńczość czy nadambitność jest wyrazem najwyżej klasy troski o ich dziecko. Zawsze pierwsze miejsce w dziedzinie „Matka idealna” 😉
      Czyż nie jest tak czasami, że te „toksyczne mamy” wpędzają nas w zakłopotanie i refleksję, że my same nie wykazałyśmy tej najwyżej klasy troski ?
      Cytaty:
      ” naprawdę ? pozwoliłaś mu pójść na tą 18-tkę ??? i nie martwi Cię to że mogłoby ……”
      ” no cóż …. skoro nie stawiacie wysokich poprzeczek w tym obszarze i on sam decyduje, to wybacz ale nie spodziewaj się ….”
      „rozumiem że miałaś trening, ale ja nawet swojej 14 latki nie zostawiłabym na 2 godziny samej w domu po 18… rozumiesz … kurier, ktokolwiek …to z Twojej strony skrajna nieodpowiedzialność…”
      Czyż nie jest tak, że niektórzy napędzają w nas poczucie winy i tracimy na moment równowagę ?
      To niezwykle trudne wyważyć gdzie kończy się troska, a zaczyna toksyczność, gdzie stawiamy wymagania, a gdzie zaczyna się nadambitność, gdzie mamy po prostu zły dzień i musimy sobie pomarudzić , a gdzie przeistaczamy się w pokrzywdzoną i uciemiężoną….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby skomentować musisz podać Imię lub pseudonim oraz Swój adres e-mail. Dane te są przetwarzane tylko w celu publikacji komantarza i nie będziesz otrzymywać jakiejkolwiek korespondencji reklamowej. Masz prawo do usunięcia komentarzy i danych w każdej chwili. Więcej na temat warunków komentowania znajdziesz w Polityka prywatności.

Niestety wykluczyłam ze względu na spam, możliwość wstawiania linków w komentarzach. Chcesz dodać adres Swojej strony, zrób to w polu "Witryna Internetowa", Twój komentarz w tym przypadku zostanie dodany po weryfikacji. Komentarze z linkami w treści zostaną automatycznie usunięte.