Nocne łażenie po mieście, czyli Noc Muzeów w Łodzi

Wybraliśmy się wczoraj z Karolem na nocne łażenie po mieście, czyli na Noc Muzeów. Nawet nie wyobrażacie sobie jak ja lubię takie akcje. Mnóstwo ludzi na ulicach, tłumy w muzeach, stare pojazdy na drogach. Do tego ciepła, pachnąca noc majowa. No po prostu myślałam, że zwariuję ze szczęścia!

Na Nocy Muzeów nie byłam od kilku lat. Tak jakoś się składało. Więc w tym roku postanowiłam, że już nic nie stanie mi na przeszkodzie. A mogło, bo czuliśmy się wyjątkowo padnięci, po dość intensywnym tygodniu. Ja dodatkowo byłam po jedenastogodzinnym solowym dyżurze w biurze. Głowa mi pękała i ledwo żyłam. Mina Karola, jak wróciłam o 22 z pracy mówiła, wręcz krzyczała, NIEEEE, NIE IDZIEMY! Ale co to – to nie, tak łatwo to my się nie damy. Taka impreza jest raz do roku. Przepuścić tę atmosferę znowu? Nigdy w życiu!

Muzeum Kinematografii nocą

Więc szybka kawka i jedziemy. W planach było Muzeum Kinematografii, Dętka i Zajezdnia tramwajowa na Brusie. Na pierwszy rzut poszło Muzeum Kinematografii. Dla mnie szczególnie sentymentalne, ponieważ w tych murach kiedyś była szkoła muzyczna do której chodziłam, więc łezka w oku się zakręciła, eh. W Muzeum tym byłam pierwszy raz i pierwszy raz miałam okazję z bliska zobaczyć jak wyglądały pierwsze kamery i projektory. Dowiedzieć się nieco o montażu filmów w czasach, gdy filmy się cięło i sklejało taśmę filmową.

Montuję film

Posłuchałam jazzu w wykonaniu Komedy – fajny chill out – siedzisz sobie na kanapach wśród starych kamer, a na ścianie projekcja z muzyczką. Pooglądałam plakaty starych filmów – dzieła sztuki po prostu. W sali z kamerami i projektorami stały takie wielkie, ciężkie, czarne kinematografy, które wyglądały jak miniatury lokomotyw i oczywiście moja naiwności, Karol wkręcił mi, że to kamery działające na parę i że tam jest piec, gdzie się podgrzewa wodę, a to daje energię do poruszania taśmą filmową. Aż spytałam Panią kustosz, ha ha.

Kinematograf sami powiedzcie, czy nie wygląda jak lokomotywa, albo piec

No i … widziałam z bliska prawdziwe Oskary za „Idę”. Mały kawałek wielkiego filmowego świata, był przez chwilę w zasięgu ręki. Odczytałam też „And the Oskar goes to…” z autentycznej koperty, z której w ten sposób ogłoszono Oskara dla Allana Starskiego. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze chciałam zobaczyć wnętrze oskarowej koperty. I wiecie, mam cichą nadzieję, że kiedyś będę miała okazję dotknąć Oskara, a może nawet go odkurzać co jakiś czas. Nie, nie. Nie wybieram się do pracy jako sprzątaczka gwiazd Hollywood. Liczę na Oskara mojej córci za reżyserię, którego mi obiecała.

Muzeum Kinematografii to nie tylko wystawy. Sam budynek jest niesamowity. To były pałac łódzkiego fabrykanta Karola Scheiblera. I powiem Wam, że dla samych wnętrz (notabene, w których kręcono Ziemię Obiecaną, Wajdy), warto je odwiedzić. Staranność i dbałość o urodę miejsca, w którym się mieszkało była niesamowita. Przepiękne drewniane mozaiki na podłogach, cudowne malowidła na sufitach, ukryte w ścianach zdobione szafy, właściwie wszystko na co spoglądałam, posiadało zdobienia. Niesamowite było to przeniesienie do epoki wielkich, szybkich fortun. I te skrzypiące schody sprawiające, że czułam się jakbym byłą częścią horroru z upiorami starych domów w roli głównej.

Do tego prawdziwy fotoplastikon, który zagrał w filmie Vabank, a który tak pochłonął Karola, że bałam się iż na Muzeum Kinematografii zakończy się nasza wycieczka i rekwizyty z King Size. Fajne to muzeum.

Nie ma Dętki, ale też jest zajebiście

Kolejna na liście była Dętka, czyli muzeum kanałów. Mega klimatyczne miejsce, szczególnie gdy odwiedzasz je w nocy. Też nigdy nie byłam i pomyślałam, że teraz jest świetna okazja, żeby to zmienić. Niestety w ten sposób pomyślało jeszcze wiele innych osób. Ogromna kolejka, ograniczenia w ilości wpuszczanych osób i zbliżający się czas zamknięcia sprawiły, że ze smutkiem zrezygnowaliśmy.

Kolejka do Dętki na Placu Wolności

Weszliśmy za to do Muzeum Etnograficznego, bo nie wiem czemu, ale strasznie kręcą mnie takie ludowe klimaty. I tu miłe zaskoczenie. Muzeum przechodzi metamorfozę i ze starych, biednych pomieszczeń, przekształca się w ciekawe, dobrze zaaranżowane miejsce.

Muzeum Etnograficzne

Najciekawsze były dla mnie rekonstrukcje grobów z epoki brązu i biżuteria z tego okresu. Powiem Wam, że nie obraziłabym się na niektóre bransoletki z wystawy. Karola oczywiście najbardziej kręciły zbroje i… kolejna wystawa, czyli zbiór monet od Starożytności do Współczesności. Mnie tylko zaskoczył widok mechanicznego czytnika kart kredytowych. Kurcze, jak się takim posługiwałam niedawno. Czy to znak, że ja też już staję się muzealnym eksponatem?! Bardzo pięknie jest też zaaranżowane piętro z rekonstrukcjami życia na wsi. Warto wybrać się tam z dziećmi i pokazać im jak to drzewiej bywało. Zresztą dzieci na Nocy Muzeów było mnóstwo i to chyba też jest to, za co kocham Noc Muzeów, za tą rodzinną atmosferę.

Ponieważ trochę zgłodnieliśmy postanowiliśmy zrobić sobie także kulinarnie wieczór wspomnień i wbiliśmy na zapiekanki z budki. Takie wiecie, jakie pamiętamy z czasów PRL, gdy był to jedyny dostępny fast food. Dla mnie dodatkowo był to moment spełnienia dziecięcych marzeń. Może Wam się to wyda głupie, ale jako dziecko nigdy nie jadłam takiej zapiekanki i to było moje wielkie marzenie, żeby rodzice mi ją kupili, gdy wychodziliśmy po ubrania dla mnie do sklepów na Piotrkowską. Ale nigdy nie kupowali, bo byliśmy biedni i szkoda im było pieniędzy. Więc szłam z nosem na kwintę patrząc jak ludzie jedzą zapiekanki i czekałam na „kanapkę w domu”. Dlatego teraz kupiłam sobie zapiekankę, siedziałam na Piotrkowskiej i podziwiałam przepływający o godzinie pierwszej w nocy, tłum. Cudne uczucie.

Zapiekanka na Piotrkowskiej

Na koniec, zupełnie przypadkiem wpadliśmy do Muzeum Farmacji na Placu Wolności, gdzie miałam okazję zważyć się na starej wadze, jaką niektórzy pamiętają z gabinetów pielęgniarki szkolnej. Taką wagę to bym mogła mieć. W butach i kurtce ważyłam mniej, niż na mojej wadze rano bez ubrania. Tylko trudno było ją schować za pazuchę, żeby wynieść…

Noc Muzeów to dla mnie niesamowita noc. Nie dość, że muzea, galerie i inne ciekawe miejsca otwierają się dla zwiedzających, to jeszcze mnóstwo ludzi korzysta z takiej okazji. W muzeach słyszałam przynajmniej cztery obce języki. Ludzie też byli różni. Niektórych nigdy bym nie podejrzewała o chęć odwiedzenia jakiegokolwiek przybytku kultury poza barem. Przemiły usłużny personel muzeów w pełnym składzie. No po prostu serce rośnie.

Noc muzeów w ASP Łódź

Po powrocie wymiana myśli i spostrzeżeń na temat Nocy Muzeów także z moją córcią i jej chłopakiem, którzy obrali sobie za cel odwiedzenie łódzkiej ASP,. Oto co usłyszałam od nich na temat Nocy Muzeów w ASP:

„W Łodzi ciekawym tematem dla artystów jest sama Łódź. Kto widział, ten dobrze wie o co chodzi. Pod konkursowym hasłem „Hommage á Łódź” wystawiali się nocą studenci łódzkiego ASP, a ich prace przedstawiały najróżniejsze odsłony kolorytu lokalnego. Pojawiły się komentarze dotyczące historii miasta, w tym getta, lub fabrykantów. Można było także poprzez szalone ilustracje podejrzeć specyficzną codzienność Łodzian, a dzięki zwisającym z sufitu książkom z zebranymi łódzkimi wspomnieniami – na chwilę poczuć prawdziwą łódzką nostalgię z czasów przed Stajnią Jednorożców. Na tym jednak nie kończyły się wystawy łódzkiego ASP. Miłośnicy „małej sztuki” mogli obkupić się w studenckie dzieła, a nawet „poświęcić” swoje koszulki i torebki na kolorowy tradycyjny nadruk wykonywany jako pokaz. Oczy zachwycało także kilka innych wystaw oraz wyjątkowo różnorodny pokaz mody bieliźnianej autorstwa kilku różnych projektantów. Warto było również po prostu przejść się po tym ogromnym gmachu, by popodziwiać zalegające w korytarzach prace studentów.”

Wybieg łódzkiego ASP

I właśnie to jest wyjątkowość Nocy Muzeów. Możesz zwiedzić miejsca na co dzień niedostępne dla ogółu. W Łodzi był to też Sąd Okręgowy, kamienica w której kręcono „Zimną wojnę” i wiele innych.

W końcu nie zaliczyliśmy Zajezdni na Brusie i Dętki. Spokojnie wybierzemy się tam któregoś deszczowego dnia. Jest jeszcze kilka ciekawych miejsc w Łodzi, które chcemy odwiedzić. Mimo, że tu mieszkamy jeszcze wiele do odkrycia przed nami.

Jeśli w tym roku się nie wybraliście na Noc Muzeów, za rok nie przegapcie i koniecznie wpadajcie do Łodzi, która już dawno przestała być szara, brudna i nudna.

Poruszył Cię ten wpis? Skomentuj, udostępnij, polub. Będę wdzięczna za każdą Twoją reakcję.
  • 17
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
    19
    Udostępnienia

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość
Ola

Bardzo ciekawy artykuł, mi również podobała się tegoroczna noc muzeów 😉

Kosą po patelni
Gość

Super było szkoda, że nie udało sie nam tej opony zaliczyć. Co się odwlecze to przez dętkę nie ucieknie. No i nie było mydła ForYou. Ale i tak spoko 🙂 Polecam.