To nie magia – to Mama

Synu, Córko – zastanawialiście się kiedyś skąd się bierze jedzenie w lodówce, obiad na talerzu, czyste ubrania w szafce? Jak to się dzieje, że wasz pies nadal żyje, kwiatki nie więdną? Możesz z łatwością przejść przez mieszkanie, choć pamiętasz, że wczoraj zostawiłeś w nim tor przeszkód ze swoich butów, kurtki, plecaka, skarpetek, koszulki, niedojedzonej kanapki, czapki, butelki po soku, deskorolki, worka z wf-u (a swoją drogą, jak to możliwe, że ciuchy w worku znów pachniały, gdy je zakładałeś na wf, skoro wkładałeś brudne, zmiętolone i przepocone?). Czy to jakaś magia? Zjawisko paranormalne, zakrzywienie czasoprzestrzeni? Odpowiem Ci poniżej.

To nie magia – to Mama

Wyobraź sobie, że to wszystko, co masz za naturalne, oczywiste, jak dogmat, jak dwa plus dwa, jak pies z kotem i parówka w hot-dogu. To wszystko jest dziełem Twojej Mamy.

Zaskoczony troszeczkę, prawda? Lodówka nie produkuje jedzenia. Talerze nie zapełniają się same, a później same się nie zmywają. A szafa tanecznym krokiem nie wiesza w sobie czystych, raptem zjawiających się znikąd ubrań. To nie dom Bestii i Pani Imbryk nie zaparza w nim herbatki. To wszystko robi Twoja Mama.

Mama?

Wiesz, ta kobieta, co kręci się po domu, z upływem dnia coraz wolniej. Ona na prawdę nie kręci się bez sensu. To ona najpierw dodźwiga siatami to wszystko, co widzisz w lodówce (o ile do niej zaglądasz w ogóle), później przygotowuje, obiad i kanapki, które przynosi Ci do pokoju, gdy w pocie czoła się uczysz. I to ona pierze Twoje ciuchy, prasuje i układa na półce. Sprząta tor przeszkód, sprawia, że w toalecie pachnie, karmi psa i podlewa kwiatki i całe mnóstwo innych rzeczy.

Ta kobieta, co pyta znów bez sensu, co słychać, jak było w szkole, czy odrobiłeś lekcje i czy jesteś głodny. Prosi byś wziął lekarstwo, gdy źle się czujesz, no truje po prostu. Ta, co wybiega za Tobą, bo zapomniałeś kanapek, kapci, pracy plastycznej, worka, migawki… (dopisz sobie czego jeszcze) do szkoły. Wyciąga ostatnie zaskórniaki, by dać Ci na wyjście na pizzę z kolegami.

To ta kobieta, co zawsze gotowa by Ci pomóc i utulić gdy płaczesz. Sklei plastrem skaleczone kolano i skaleczone serce. Ratuje Ci tyłek, pisze usprawiedliwienia, robi z Tobą do północy projekt, zadany na jutro, a którego nie zrobiłeś od tygodnia. Odkłada na bok książkę i kąpiel z pianką, bo właśnie potrzebujesz czegoś teraz, natychmiast.

Kobieta, która Cię kocha nad życie, nawet gdy myślisz, że nie jesteś wart kochania.

Więc chyba jednak to trochę magia? Magiczny pierwiastek w twoim życiu – Mama

Poruszył Cię ten wpis? Skomentuj, udostępnij, polub. Będę wdzięczna za każdą Twoją reakcję.
  • 159
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
    160
    Udostępnienia

6
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kosą po patelni
Gość

Super tekst, taki prosty i prawdziwy. Chyba na co dzień nie doceniamy naszych Mam jak należy, tworząc właśnie te tory przeszkód. Nauczmy się dostrzegać tę magię i ja cenić.

maja kolaczewska
Gość
maja kolaczewska

bardzo mądrze i trafia prosto w serce❤️

Gosia
Gość

Ujęłaś w tym wpisie wszystko to co niektóre kobiety, pragną, aby ich dzieci zrozumiały. Kobieta to też człowiek, a wzystko co trzeba zrobić w domu nie dzieje się samoistnie. Piękny wpis