dav

Zajęcia dodatkowe dla dziecka – jakie wybrać i dlaczego tak mało?

Jeśli w świetle zbliżającego się roku szkolnego, zastanawiasz się jakie zajęcia dodatkowe dla dziecka wybrać, być może zainteresuje Cię ten tekst pisany z perspektywy „doświadczonej matki” i nauczycielki na właśnie takich zajęciach.

O tym jak zapisałam córki na zajęcia dodatkowe

Leżałam z moją pięcioletnią Kasią w szpitalu (jak nie raz z resztą, bo Kasia miała wyjątkowy talent do zapadania na niespotykane choroby, wymagające hospitalizacji) i chyba miałam za dużo czasu na obserwacje i rozmyślania. Zauważyłam bowiem, że wszystkie mamy wokół rozmawiają o tym na jakie zajęcia dodatkowe chodzą ich dzieci. O Boziu! A ja niedobra matka nie zapisałam mojej JUŻ PIĘCIOLETNIEJ (!) córki na żadne! No może na jedne – chodziłyśmy sobie na basen – ale to tylko zabawa przecież… A tak poza tym tylko pierogi ze mną lepi i casto kręci…

A gdzie tenis – żeby miała dobrą przyszłość (wiadomo, na tenisie poznaje się TYCH, co trzeba, by mnie znajomości), taniec – by pięknie się ruszała,jak na dziewczynkę przystało, pianino, albo skrzypce (najlepiej to i to) – żeby rozwijać jej słuch, kulturę osobistą i pracę mózgu, języki obce – by mogła poruszać się po świecie i dostała dobrą pracę, oraz szachy – na wzmocnienie logicznego myślenia?!

Padł na mnie blady strach i poczucie winy. O ja niedobra, kompletnie niedbająca o dzieci matka! Tyle lat straconych! Czy moje dziecię zdąży nadążyć za swoim rozwiniętym pokoleniem?! Bo młodsze, chyba ma jeszcze szansę? Ma dwa lata.Więc jak zaczniemy teraz, będzie trochę późno, ale damy radę.

Dobra, może jeszcze zdąży jak się sprężymy i zapiszemy ją, a przy okazji i Jagodę na wszystko! Jak pomyślałam, tak zameldowałam mężowi i zrobiłam:

  • Tenis – raz w tygodniu
  • Angielski – dwa razy
  • Tańce – dwa razy
  • Konie- raz w tygodniu
  • Basen – raz w tygodniu
  • Pianino – … eh nie starczyło tygodnia, będę je uczyła na razie sama
  • Szachy -na szczęście są w przedszkolu

I tak jeździłyśmy. Nawet sobie leciutkiego, małego laptopa kupiłam, co jeszcze te 13 lat temu nie był oczywistością, by móc pracować, gdy czekałam aż skończą zajęcia.

Trwało to chyba dwa lata. Moje zmęczenie i irytacja sięgały zenitu. Wstawałam o 4.30, by zdążyć przygotować obiad, posprzątać, coś przeprasować, oraz przygotować nas do pracy i dzieci do całego dnia. Gotowałam obiadki i woziłam dzieciom w pudełkach (nie bardzo chciały jeść przedszkolne jedzenie). Dzieci zjadały je w aucie. W aucie też spały. A ja z nimi, gdy stałyśmy na czerwonych światłach po drodze. Moje ulubione słowo w tym czasie brzmiało „pospiesz się”.

Dzieci też jakieś nerwowe były. Nie chciały rano wstawać, były ospałe i strasznie się kłóciły. Powoli zaczęły też odmawiać chodzenia na tańce, potem na tenis, na konie, na szachy… Na angielski pochodziły najdłużej, ponieważ był fajną zabawą i nie odczuwały zmęczenia w trakcie. Zaczęły coraz więcej chorować…

Dało mi to wiele do myślenia

Bo czy warto męczyć siebie i dzieci dla jakichś chorych ambicji? Czy aby na pewno moje dzieci nie poradzą sobie w życiu bez tego wszystkiego? A gdzie czas na zabawę i kreatywne myślenie? Gdzie czas na bycie dzieckiem? Czy aby na pewno chcę, by moje dzieci w wieku lat 3 i 6 miały wrzody żołądka i nerwicę?

O nie! Dobrze to sobie przemyślałam i od następnego roku wyglądało to już trochę inaczej. Nadal dziewczynki chodziły na zajęcia, ale już nie tyle. Góra dwie aktywności w tygodniu. Aktywności wybierały same po tym, jak im je przedstawiłam. Gdy stwierdzały, że to nie dla nich – bez żalu rezygnowaliśmy i próbowaliśmy czegoś nowego. Zwolniłyśmy tempo. Wróciłyśmy też do pierogów, kopytek i ciast. To dało nam możliwość wspólnego spędzania czasu.

Dzięki temu systemowi córki spróbowały mnóstwa aktywności, mają rozeznanie i podstawowe umiejętności w wielu dziedzinach. Przy niektórych zostały, innych zaniechały. Teraz każda z nich ma swoje pasje i je rozwija. I wydaje mi się, że spróbowały wystarczająco wielu dziedzin , by móc wybierać.

Okiem pani od dodatkowego angielskiego

Podobne obserwacje, jak na moim własnym przykładzie i moich dzieci, poczyniłam kilkanaście lat później, gdy pracowałam jako lektor jęz. angielskiego w prywatnej szkole językowej. Była to szkoła, która nie posiadała własnych sal lekcyjnych. Lektorzy (w tym ja), jeździli do zwykłych szkół, gdzie wynajmowane były sale i zapraszane dzieci z danej szkoły. I zgadnijcie jaki był główny problem mojego pracodawcy? Brak dzieci? Nie. Na to nie mogliśmy narzekać.

Brak czasu tychże dzieci. W wieku 7-12 lat, miały od jednych do trzech zajęć dodatkowych jednego dnia! Niewiarygodne? Ale niestety prawdziwe. Zanim przyszły do mnie na angielski miały np. karate, a po angielskim szły na robotykę itp. A przecież były już po kilku godzinach lekcji w szkole.

Rodzice, na pewno w dobrej wierze zapisywali dzieciaki na co się dało. Bo miały się rozwijać. Bo nie mogły tracić czasu i się nudzić…

A dzieci, szczególnie gdy przychodziła wiosna – tęsknie patrzyły za okno i prosiły mnie o zajęcia na podwórku. Często też mi przysypiały podczas spokojniejszych lekcji. No i były nerwowe. Im bliżej końca roku, tym większy miały problem z koncentracją i szybciej się niecierpliwiły.

Pozostawiam Wam powyższą część do przemyślenia, a teraz o tym

jakie zajęcia dodatkowe wybrać dla dziecka

  • przede wszystkim takie, które zaspokajają potrzeby dziecka i jego zainteresowania, a nie nasze ambicje – dlatego zapytajmy czy i jakie zajęcia dziecko by chciało dostać od nas
  • dobrze, by wiązały się z ruchem – dzieci mają stanowczo za mało ruchu, a ruch to endorfiny, zdrowie fizyczne, dobra postawa, ale też rozwój psychiczny i społeczny – który dla nas rodziców jest taki ważny
  • takie, które nie będą wyczerpujące, uczeń ma na prawdę dość pracy w szkole i przy lekcjach w domu
  • takie, które mają na tyle małą częstotliwość, by zostawiły dziecku czas na zabawę i… nudzenie się. Bo jak się okazuje, nudzenie się bardzo sprzyja … kreatywności.
  • żadne – też są dobre. Szczególnie, gdy w zamian dziecko dostanie twój czas i uwagę. Możesz swoje dziecko bardzo wiele nauczyć, choć wydaje Ci się, że nic szczególnego nie potrafisz. Ale potrafisz kochać, rozmawiać, robić coś wspólnie. Nawet zmywanie naczyń z mamą może być wielką nauką i przygodą. Twój czas, uwaga i zainteresowanie to ogromny – niedoceniany przez rodziców -dar, który możesz przekazać mu na życie. Dużo cenniejszy, niż wszystkie zajęcia dodatkowe razem wzięte.
Poruszył Cię ten wpis? Skomentuj, udostępnij, polub. Będę wdzięczna za każdą Twoją reakcję.
  • 33
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
    34
    Udostępnienia

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Beata
Gość
Beata

Zajęcia dodatkowe pomagają zobaczyć inną perspektywę, staram się by były codziennie po szkole, ale tylko jedne, w danym dniu.

Przy małym zniechęceniu nie rezygnujemy od razu, bo to też uczy iż czasami robimy coś do końca mimo, że tego nie lubimy.

A nuda w domu? Przy obecnych mediach nie istnieje. Owszem chciałabym więcej czasu spędzać razem, tylko że dzieci kończą szkołę o 12-13, a my pracę o 17-18.

Aisa
Gość
Aisa

Jakim cudem ja żyję i funkcjonuję? Gdy byłam dzieckiem nie chodziłam na żadne zajęcia dodatkowe. rodziców nie było stać, a szkolny SKS to nie moja bajka, bo nie było tam zajęć dla pulchnej dziewczynki typu aerobik . Jedyne czego żałuję z perspektywy osoby dorosłej to, że nie nauczyłam się angielskiego. Teraz jest w szkole, wtedy rosyjski i niemiecki. nie dajmy się zwariować. Moje dzieci w zeszłym roku szkolnym chodziły dwa razy w tygodniu na basen. Córka, dwa razy w tygodniu na angielski (syn nie chce i już). Widziałam wyczerpanie na twarzy młodej, więc w tym roku na angielski chodzic będzie,… Czytaj więcej »