Czytasz teraz
Dzieci smartfonów – czyli jak rodzice hodują jednokomórkowe zombie

Dzieci smartfonów – czyli jak rodzice hodują jednokomórkowe zombie

Kasia Potargana

Przechodziłam ostatnio przez jedno z blokowisk i uderzył mnie brak dzieci na podwórkach. Przerażający widok jak z filmu science-fiction o świecie, w którym brak dzieci, a ludzie powstają w wyniku produkcji gotowych dorosłych. Mamy lato, wakacje, gdy byłam dziewczynką całe dnie biegałam wtedy po dworze. Z dzieciakami tworzyliśmy bazy, graliśmy w gumę, w kapsle, lataliśmy po kałużach i wisieliśmy na trzepaku aż do zmierzchu. A teraz dzieci na podwórkach brak. Czyżby aż tak zadziałało „500+”, że wszystkich rodziców stać na wysłanie dzieci na całe wakacje z miasta?

Obawiam się, że przyczyna jest całkiem inna: Za ścianami  domów hodowane są jednokomórkowe zombie – dzieci smartfonów, żyjące w wirtualnej rzeczywistości…

Zostawcie dzieci z telefonami w ręku w pokoju.

Tyle dzieci, ile zostawicie, tyle będzie wpatrzone w telefon. Wystarczy zabrać telefony, a zaczną wchodzić w interakcje. Moja mama jeżdżąca tramwajami powiedziała mi ostatnio „wiesz, kiedyś jak się jechało tramwajem w godzinach powrotu młodzieży ze szkół, w tramwaju było gwarno, młodzież się śmiała, szturchała, rozmawiała, ale ustępowała miejsca starszym, pomagała wnieść wózek pani. Teraz jest cicho jak makiem zasiał. Każdy ma słuchawki w uszach i telefon w ręku”.

Nowa rzeczywistość naszych dzieci

Telefon zaczyna powoli zastępować świat rzeczywisty. Tam wszystko jest proste i osiągalne. Jeśli wystarczająco dużo razy będziesz klikał, przejdziesz na kolejny level bez problemów. Jak zginiesz – ożyjesz. Nikt od Ciebie nic nie wymaga. Kolorowe obrazki przesuwają się według twojej woli. To Ty decydujesz, kto jest twoim znajomym. Jedno przesunięcie palca na ekranie i niewygodny znajomy usunięty. Jesteś Ty i twój wykreowany świat. Czy to nie dość atrakcyjne dla naszych dzieci?

Brak komunikacji wśród dzieci

Pewnie dlatego dzieci odsunięte od swoich telefonów nie potrafią się odnaleźć wśród rówieśników. Telefon nie nauczy ich interakcji, ustępowania, przegrywania, negocjacji, bo w wirtualnym świecie to oni są bogami. Po co im koledzy i kłopoty z tym związane? Lepszy jest bezpieczny świat, który sobie tworzą i który jest zależny całkowicie od ich woli. Obserwuję takie dzieci i muszę powiedzieć, że odstawione od telefonu zachowują się jak narkoman  na głodzie. Nie mogą się skoncentrować, zachowują się nerwowo i agresywnie, lub apatycznie. Zanika gdzieś dziecięca radość życia i chęć przygody.

Maleje kreatywność dzieci

Kolejna moja obserwacja, to coraz mniejsza kreatywność dzieci i młodzieży, czego przyczyny też upatruję w nadużywaniu smartfonów. Czy kojarzycie, żeby Was zabawiał na urodzinach jakiś animator, gdy byliście dziećmi? Teraz to na porządku dziennym. Dzieci nie potrafią się same bawić.  Bez animatora ani rusz. Nie znają gier i zabaw, nie potrafią rozwiązywać problemów i wspólnie tworzyć nowych idei.

Telefon na koloniach

Byłam z dziećmi jako wychowawczyni na koloniach. Przy każdej propozycji zajęć i wyjścia na powietrze, było marudzenie i prośby o zostanie w pokojach. Wiecie, że chłopcy nie chcieli grać w piłkę?

Dzieciaki ucieszyły się, gdy z obiektywnych powodów odwołaliśmy podchody. Wycieczka rowerowa też nie była dla nich atrakcyjna. Ostatecznie mogły iść do miasta, żeby kupić sobie słodycze i zupki chińskie, ale szybko wracać do ośrodka, do pokoi, do smarfonów… Z trudem zabieraliśmy im te telefony, gdy dochodziło do sytuacji, które zagrażały ich życiu.

Na przykład chłopiec, który o mało nie wpadł pod auto, gdyż nie odrywał wzroku do telefonu nawet przechodząc przez jezdnię.  Rozmawiałam z rodzicami przed koloniami, że może by ograniczyć na koloniach użycie smartfonów. Zebrać je i oddawać na np. ciszy poobiedniej i wieczorem? W końcu będą w lesie, nad morzem, niech korzystają… Ale część rodziców ostro zaprotestowała. Jak to? A jak dzieci się z nami skontaktują? Jak zrobią zdjęcie? Więc zostawiliśmy dzieciakom te telefony. W końcu to dzieci swoich rodziców, nie nasze…

Jacy dorośli wyrosną z naszych dzieci?

Jacy dorośli z nich wyrosną? Jak się będą poznawać i komunikować? Jak się zakochają i spłodzą dzieci, skoro będą funkcjonowali w wirtualnej i tylko rzeczywistości?

Chyba, że powstanie jakaś apka do przedłużania gatunku, spełniania funkcji rozrodczych i rodzinnych, jakaś splodzdziecko.pl, wychodujsobiedziecko.pl itp. tylko po co? Po co im będą dzieci z problemami, zapaleniem uszu, kupą w pieluszce, wysypką, wrzeszczące i domagające się karmienia?  Po co im będzie w ogóle świat uczuć, świat ludzi?  W realnym świecie trzeba przecież się tak namęczyć…Tylko czy my ludzie nadążymy za technologią? Dzieci będą się same płodzić, ludzie będą produkowani, ale czy szczęśliwi? Czy zostaną już tylko robotami, bez uczuć bez bliskości, bez empatii? Co będzie powstrzymywało od morderstw? Kto komu pomoże w chorobie, lub innym nieszczęściu? Też aplikacja? Co nas odróżni od przedmiotów, bo już nawet nie będziemy zwierzętami. To one staną się bardziej ludzkie niż ludzie, bo przynajmniej żywe… Czy jesteśmy na to gotowi?

Może więc zastanówmy się, my rodzice, gdy dajemy maluchowi zamiast smoczka, smarftona na uspokojenie…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

© 2018-2019 Myśli Potarganej - Wszelkie prawa zastrzeżone.
Obsługa techniczna - TwojeCentrum.pl

W górę