Czytasz teraz
Iniemamocni 2 – recenzja mojej córki

Iniemamocni 2 – recenzja mojej córki

Kasia Potargana

Autorką recenzji filmu Iniemamocni 2, jest moja córka Kasia. Mam nadzieję, że poniższy wpis zachęci Was do obejrzenia tej bajki – niebajki. Kasia wróciła z filmu zachwycona, choć nie jest już dzieckiem. Jeśli już widzieliście, to podzielcie się w komentarzu własnymi doświadczeniami, a teraz zapraszam do przeczytania recenzji.

Współpraca Disneya i Pixara słynie z niezwykle poruszających, starannych animacji, które zwykle niosą głębokie przesłanie. Oglądając ich najnowszy hit „Iniemamocni 2” nie sposób było go nie zauważyć, a wręcz było ono na tyle silne i złożone, że miałam wątpliwości co do tego, czy dzieci (zwłaszcza młodsze) w ogóle rozumieją jego sens. Ale nie samym morałem żyje człowiek. 

Akcja filmu zaczyna się dokładnie w momencie, w którym kończy się poprzednia część – kiedy to Człowiek-szpadel próbuje zmienić miasto w ruinę. Znana nam już rodzina superbohaterów – zdelegalizowanych przez prawo, zupełnie zdegradowanych – rusza na ratunek uciśnionym mieszkańcom. Tutaj pojawiają się pierwsze problemy typowe dla każdej z rodzin. Ostatecznie scena kończy się sukcesem dla Iniemamocnych, jednak opinia publiczna wciąż ukazuje ich jako siłę chaosu, prezentując w wiadomościach ogrom zniszczeń jakich dokonali ratując miasto. W tym momencie bohaterom wysuwana jest ciekawa propozycja, która stety-niestety zakłada pozostawienie dzieci pod opieką taty, kiedy to ich mama będzie mierzyć się z całym złem tego świata.

Obserwujemy więc zaskakująco prawdziwą rzeczywistość współczesnej rodziny, w której ciężar wychowania potomków spoczywa głównie na jednym z rodziców (tymczasowo lub stale). Dzieciaki oczywiście zachowują się różnie i przechodzą przez wiele problemów znanych nam z autopsji. No może poza bobasem Jack Jackiem, u którego pojawiają się pierwsze supermoce, co jest tutaj jednym ze źródeł humoru, bo postać jest przeurocza i nieprzewidywalna. Młodsza część widowni nie mogła się powstrzymać od wybuchów śmiechu podczas jego popisów, ale nie tylko.

Cała animacja obfituje w różnego rodzaju humor i mimo poruszania poważnych problemów, podana jest w lekki sposób tak, że każdy widz (niezależnie od wieku) wyjdzie z sali uśmiechnięty.
Właśnie jeśli chodzi o stronę wizualną – tu też film punktuje, przepiękne przestrzenie miejskie i domowe rodem z futurystycznych wizji lat 50, przyciągające wzrok sceny akcji, efekty specjalne na najwyższym poziomie, realistyczne światła i te gofry, z których spływa polewa tak, że aż cieknie ślinka sprawiają, że widz sam chciałby zamieszkać w tym świecie. Fani muzyki filmowej również nie będą zawiedzeni.

Wracając jeszcze do fabuły – w końcu poznajemy prawdziwy czarny charakter. Jego działania mają podobne przesłanie jak to zawarte w jednym z wpisów na blogu. Mówi on o uzależnieniu ludzi od wygody i nowoczesnej technologii. Cały czas mam wrażenie, że miał trochę racji, mimo iż swoje cele osiągał w prawdziwie złoczyńczy i pełen zwrotów akcji sposób.

Nie zdradzając już nic więcej, zapraszam wszystkich czytelników na „Iniemamocnych 2”, żebyście sami mogli przekonać się o tym, jakim sukcesem twórców jest animacja jednocząca wiele pokoleń (obok nas siedziała babcia z wnuczkiem i bawiła się nie gorzej niż on), która w świetny sposób łączy humor z poważnymi problemami dzisiejszego świata.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

© 2018-2019 Myśli Potarganej - Wszelkie prawa zastrzeżone.
Obsługa techniczna - TwojeCentrum.pl

W górę