Jesień to dla mnie taki czas, kiedy ciało i emocje zaczynają się wyciszać. Dni robią się krótsze, światło delikatniejsze, a ja sama coraz częściej mam ochotę zwinąć się pod kocem i zostać tam do wiosny. Znasz to uczucie? Właśnie wtedy – zanim zacznę narzekać, że nic mi się nie chce i że coś jest ze mną „nie tak” – sięgam po jedno z najbardziej kobiecych narzędzi, jakie znam: jogę hormonalną.
To nie kolejny zestaw ćwiczeń „żeby mieć płaski brzuch”. To łagodna praktyka, która pomaga mi uregulować cykl, rozjaśnić umysł, odzyskać energię i zadbać o siebie naprawdę głęboko.
Chcesz dowiedzieć się, jak joga hormonalna może pomóc także Tobie – zwłaszcza w tym przejściowym, jesiennym czasie? Zaparz sobie herbatę i czytaj dalej.
Co to jest joga hormonalna?
To specjalnie opracowany system ćwiczeń stworzony przez Dinah Rodrigues, brazylijską psycholożkę i nauczycielkę jogi, który ma na celu naturalne pobudzenie pracy gruczołów dokrewnych: tarczycy, jajników, przysadki mózgowej i nadnerczy.
Brzmi naukowo? Już tłumaczę prościej: to sekwencje ruchów, oddechu i koncentracji, które sprawiają, że nasz układ hormonalny zaczyna lepiej funkcjonować – a co za tym idzie: mamy więcej energii, stabilniejszy nastrój i łatwiej znosimy np. PMS, menopauzę, stres czy sezonowe spadki formy.
Jesienią, kiedy dni są krótkie, a poziom serotoniny i estrogenu naturalnie się obniża, to naprawdę może robić różnicę.
Czy joga hormonalna jest dla mnie?
Moim zdaniem – zdecydowanie tak, jeśli jesteś kobietą i chcesz zadbać o siebie głębiej niż tylko przez dietę czy kosmetyki.
To nie jest joga tylko dla „elastycznych” – sama nie jestem mistrzynią szpagatu i nigdy nie byłam. A mimo to czuję, jak te ćwiczenia pobudzają moje ciało, dodają mi kobiecego ognia i… przywracają równowagę, której tak bardzo potrzebuję jesienią.
Joga hormonalna może być dla Ciebie, jeśli:
- masz nieregularne miesiączki,
- borykasz się z objawami PMS lub bolesnym okresem,
- przechodzisz menopauzę lub jesteś w jej pobliżu,
- masz problemy z tarczycą,
- czujesz spadki nastroju i energii – szczególnie na jesień.
Jak wygląda praktyka?
Praktyka opiera się na trzech filarach:
1. Ruch
To konkretne asany (pozycje jogi), które pobudzają pracę układu hormonalnego – np. skłony, pozycje otwierające klatkę piersiową, praca z miednicą i biodrami. Nie są trudne technicznie, ale wykonywane świadomie potrafią dać naprawdę głęboki efekt.
2. Oddech (pranayama)
Bardzo ważnym elementem jest specjalny oddech ognia (bhastrika) i wizualizacje przepływu energii – to one stymulują gruczoły dokrewne, zwiększają dotlenienie i działają jak naturalny zastrzyk energii.
3. Kierowanie energii (bandhy)
Poprzez skupienie uwagi i napięcie określonych partii ciała uczymy się „wysyłać” energię tam, gdzie jej potrzeba – np. do jajników czy tarczycy.
Brzmi magicznie? Trochę tak. Ale to magia, która naprawdę działa – nie raz już mi pomogła.
Jak zacząć?
Najlepiej nauczyć się podstaw z doświadczoną nauczycielką (ja tak zaczynałam), ale jeśli nie masz takiej możliwości, możesz znaleźć łagodne wprowadzenia online. Warto zacząć od kilku pozycji i nie przejmować się tym, że nie wszystko wychodzi od razu.
Ważne: to praktyka przeciwwskazana dla kobiet w ciąży, z nowotworami hormonozależnymi i endometriozą w stanie ostrym – zawsze warto skonsultować się z lekarzem.
Mój jesienny rytuał z jogą hormonalną
Zwykle siadam na matę rano – jeszcze przed śniadaniem, kiedy w domu jest cicho. Zapalam świecę, otulam się kocem i przez 20–30 minut daję sobie przestrzeń na ruch, oddech i obecność.
Nie zawsze mi się chce. Czasem wolałabym przewinąć Instagram i wypić kawę w piżamie. Ale kiedy już się ruszę, czuję, że to jest właśnie ta miłość własna, o której tyle się mówi, a którą tak trudno praktykować.
Dlaczego warto właśnie jesienią?
Jesień to czas spadków hormonów, braku światła, większego zmęczenia i wahania nastrojów. Zamiast się z tym szarpać, można wejść w ten czas łagodnie – z ruchem, który nie wyciska, a wspiera.
Joga hormonalna to nie tylko sposób na zdrowie fizyczne, ale też na czuły kontakt z kobiecością – z emocjami, intuicją, cyklicznością. Dla mnie to taki wewnętrzny kompas, który pomaga przejść przez zmienność z większym spokojem.
A może spróbujesz?
Zamiast kolejnej kawy – oddech. Zamiast listy zadań – chwila ze sobą. Zamiast walki z ciałem – ruch, który je rozumie.
Jeśli masz ochotę, mogę w kolejnym wpisie opisać moją ulubioną jesienną sekwencję do praktyki w domu – daj znać w komentarzu!
A Ty? Próbowałaś kiedyś jogi hormonalnej? Co pomaga Ci łagodnie przejść przez jesienne przesilenie?

