Romans z żaglami w tle cz.1

Trzasnął drzwiami i wsiadł na motocykl. Boże! Jak on miał dość tej baby! Gdyby nie te kredyty…

Jechał szybko. Zbyt szybko jak na taki deszcz. Co tam, byle dalej od niej, jej despotyzmu i wiecznych wymagań. Zrobiła sobie z niego chłopca na posługi! Jego! Jednego z lepszych informatyków w mieście, szefa dużego działu w jeszcze większej firmie. Niech ją szlag! Tylko pieski wyprowadź, pieski nakarm, idź do weterynarza bo coś Fifuś rzadko robi ostatnio. Fifuś sryfuś. O nie! Dość tego! Ciągle sam, przed ekranem komputera, wśród książek, bo żonka się spełnia, musi mieć własne życie… A moje życie? A ja? A my?

Pojedzie na wakacje bez niej. Dawno nie żeglował. Pańcia nie lubi kołysania i całej tej przyrody… A on tak. Poszuka rejsu na Mazurach. Podobno są takie rejsy dla dorosłych. Wreszcie będzie robił to, co lubi z ludźmi takimi jak on. Bez paniusi co szanownego tyłka nie zamoczy w niczym innym niż w basenie luksusowego hotelu.

Była zmęczona. Tak bardzo zmęczona. Odpowiedzialnością za dom, za dzieci, za finanse… Od kilku lat jak koń ciągnęła ten wóz. Pusta w środku. Wypalona. Nieszczęśliwa. Zawiedziona. Rozwiedziona. Sama. Gdzie się podziała kobieta pełna życia i radości, którą kiedyś była? Musi odpocząć. Zrobić coś dla siebie. Zrobić coś co kocha.

Popłynęłaby na rejs. Tak dawno nie żeglowała. Ale za co? Całe oszczędności poszły na wakacje dzieci… A może by tak odważyć się i popłynąć jako sternik? Przynajmniej nie musiałaby płacić, a jeszcze jakiś grosz wpadnie. Uprawnienia ma… Ale czy da radę? Nigdy nie musiała brać odpowiedzialności za łódkę, za załogę. Zawsze był ktoś obok, kto w razie czego pomógł. Ale ten ktoś już pływa gdzie indziej, z kimś innym… Eh, trzeba brać byka za rogi! Nie ma co się użalać nad sobą. Poradzi sobie!

Zobaczył ją i pomyślał „Ona ma być sternikiem? Na prawdę? Taka mała, w trampkach, z dziwną fryzurą? Ile ona może mieć lat? Pewnie po czterdziestce… Ale wygląda nieźle. Co ona tu robi sama?”

Nawet go nie zauważyła zaaferowana jachtem, który zobaczyła. „Aha, to na tym przyjdzie mi pływać. Łatwo nie będzie. Załoga zielona, ponoć jeden facet coś umie. Może wystarczy? Jakoś to będzie”. Przyglądała się łódce z mieszaniną strachu i ogromnego szczęścia. Znów na wodzie! Znów wiatr na twarzy!

Wspólna praca na pokładzie, ogniska, przygody. To wszystko zbliżyło ich do siebie. Nawet nie wiedzieli kiedy, a zaczęli chodzić razem do sklepu po zaopatrzenie, po wodę, po drewno na ognisko… Zawsze im było po drodze. Dłonie same się spotkały jakby przypadkiem i tak już zostały.

Podobała się mu. Za sterem była taka energiczna, zdecydowana. Wystawiała twarz do wiatru, chwytała pewnie rumpel i z mocą wydawała komendy. Z drugiej strony, na lądzie stawała się taka ugodowa, delikatna i krucha. Ciągle się śmiała. Jak to możliwe? Istnieją takie kobiety? Zapomniał o żonie. Wyparł jej istnienie. Była tylko Ona.

Podobał się jej. Był taki spokojny, opanowany, odpowiedzialny. Prawdziwy mężczyzna. Ciekawe dlaczego jest sam? Nie pytała. Może kiedyś jej opowie…

Rejs się kończył. Nie wiedzieli co dalej. Czy jeszcze się spotkają?

Wpadł. Wpadł jak śliwka w kompot. Był zakochany. Kompletnie zadurzony. Co ma z tym zrobić? Może uda się zapomnieć? Ale jak tu wrócić do domu? Do pustki. Do kobiety, która od dawna jest mu obca, gdy serce wyrywa się do Niej…

Będzie tęskniła. Miała nadzieję, ale nie liczyła na wiele. Wszak nie była dobrą partią. Urobiona po pachy. Z dwójką dzieci na stanie. Czy w normalnym życiu by ją chciał? Cudowne były te wakacje, ale…

„Będę dzwonił, pisał. Przyjadę” – powiedział

„Akurat” – pomyślała

CDN.

Podziel się z innymi