Kulisy chwilowej, acz niezamierzonej sławy – Dzień Dobry TVN

Po wizytach telewizji i gazet w naszym domu, nastał względy spokój. Powoli szykowałyśmy się do wyjazdu do Warszawy i na Mazury. Wzięłam nawet kilka dni urlopu w nadziei, że poza wizytą w Dzień Dobry TVN i kursem nurkowania u naszych nowych przyjaciół, uda nam się pożeglować.

Naszym głównym problemem stał się

wybór kreacji

na wizytę w wielkim świecie. Hania podeszła do tematu, o dziwo najspokojniej. Kompletnie wyluzowana nie reagowała na moje propozycje zakupu czegoś nowego. My z Olgą postanowiłyśmy się jednak wystroić. Ja nie miałam kłopotu ze strojem ponieważ ZygZak zaproponował mi jedną ze Swoich sukienek na występ. Dawno już na nią polowałam i w końcu szczęście mi dopisało. Nic nie poradzę, że uwielbiam sukienki, szczególnie takie rozkloszowane, falujące i kręcące się dookoła mnie. Jednak, że mam mało okazji do noszenia takich kreacji, zawsze sobie ich odmawiałam. A tu proszę, taka okazja! Sami rozumiecie…

Moja kręcaca się sukienka

Olga w ostatniej chwili ruszyła na poszukiwania i wyciągnęła mnie ze sobą. Nie jestem fanką chodzenia po centrach handlowych, ale czego się nie robi dla dziecka? Na szczęście stosunkowo szybko udało się coś znaleźć, więc w nagrodę poszłyśmy sobie na kawkę, by uczcić to zwycięstwo.

Wyszykowani i spakowani zbieraliśmy się do drogi.

A tu bomba…

Hania chora i gorączkuje. Co robić? Ma ją ominąć taka przygoda? Ostatecznie pakujemy się tylko na 2 noce i rezygnujemy z żagli, ale zabieramy Hanię i antybiotyki.

Do Warszawy docieramy we wtorek wieczorem, przed środową wizytą w telewizji. TVN funduje nam apartament na tę noc. Hania widząc go pyta, czy może mogłabym jeszcze coś zgubić, bo chętnie by jeszcze raz tu przyjechała.

Rano redakcja przysyła taksówkę,

abyśmy na pewno nie spóźniły się i nie zgubiły po drodze. Przecież program jest na żywo. Jedziemy przez Warszawę. Karol z przodu obok kierowcy, my trzy odstrojone i wymalowane, na tylnym siedzeniu. Podziwiamy z dziewczynami stolicę przez okno. Trochę czujemy się jak prowincjuszki, które trafiły do wielkiego miasta, do programu telewizyjnego. Zaraz! Przecież my mieszkamy na prowincji. Przyjechałyśmy do stolicy i zaraz wystąpimy w TV! Śmiejemy się z samych siebie i z tego pełnego ekscytacji gapienia się na miasto, jakbyśmy go nigdy wcześniej nie widziały. Ot magia chwili.

Ruszamy na podbój

Do wieżowca na Marszałkowskiej dojeżdżamy o czasie.

To zasługa naszego kierowcy. My na pewno jeszcze długo stałybyśmy w korkach decydując się na samodzielną jazdę po ulicach porannej Warszawy. Jeszcze tylko przejście przez stanowisko ochrony, bramki i jedziemy na dziewiąte piętro, gdzie mieści się studio DD TVN. W windzie przemiła dziewczyna częstuje nas tabliczkami czekolady. Podobno dzisiaj światowy dzień czekolady. Fajnie się zaczyna ten dzień.

Pamiatkowe selfie musi być

W studio przechwytuje nas Pani z produkcji,

pyta czy chcemy coś do picia i zaprasza na kanapę. Początkowo czujemy się nieco zdezorientowane i oszołomione. Siadamy na kanapie i rozglądamy się. W końcu nie zawsze jest okazja oglądać Dzień Dobry TVN od kuchni.

Studio jest ogromne i pełne ludzi

Nigdy bym nie przypuszczała, że jest ich aż tyle i tyle się dzieje dookoła miejsc, na które skierowane jest oko kamery. Dziesiątki osób wykonuje swoją pracę w skupieniu. Rozmawia się dość cicho, aby nie przeszkadzać w programie.

Na przeciwko naszej kanapy znajdują się stanowiska, na których siedzą prowadzący i ich rozmówcy. Dzisiejszy program prowadzą: Anna Kalczyńska-Maciejowska i Andrzej Sołtysik.

Z nami na kanapie dla gości, czekają na swoją kolej: mała Zosia – mistrzyni pływacka, Jacek Rozenek i Robert Chojnacki. Z resztą skład naszej kanapy co chwila się zmienia. Ktoś siada, ktoś idzie na make-up, ktoś ma przypinany mikroport, ktoś wchodzi, ktoś wychodzi.

Za nami znajdują się stanowiska pań makijażystek i fryzjerek. W odpowiednim czasie i my siadamy, by nasze poranne makijaże i fryzury panie charakteryzatorki zamieniły w telewizyjny look.

Robią nas na bóstwa

W międzyczasie pojawia się Sławek Więckus, a po nim Piotrek Przystawik – nurkowie, którzy odzyskali nasze zdjęcia. Wreszcie mamy okazję spotkać się na żywo. Piotr daje mi aparat. Nie wiem czemu, ale łezka mi się w oku kręci. Rozmawiamy, jakbyśmy się znali od zawsze. Robimy sobie zdjęcia, całkowicie zrelaksowani.

Wreszcie go mam

Jednak program cały czas jest w toku

Wszyscy pracują jak tryby szwajcarskiego zegarka. Każdy ma swoje miejsce i swoje zadania (nawet jest pan, który tylko zwija i rozwija kabel). Wszystko dzieje się o swoim czasie i w odpowiednim miejscu.

Stosunkowo spokojną atmosferę burzy za każdym razem sygnał zaczynających się reklam, który jednocześnie jest hasłem dla ekipy, by dokonać zmian. Powstaje chwilowe, pozorne zamieszanie, które kończy się na komendę reżysera: „za 3 sekundy wchodzimy: 3,2,1” cisza – zaczyna się kolejna część programu.

Nadchodzi nasza kolej

Krótkie przywitanie z prowadzącymi. Wymiana miłych uwag i pytań i … zaczynamy. Prowadzący są przemili. Szczególnie interesuje ich, co ma do powiedzenia Piotr i dziewczyny. Ja już przed programem, odpowiedziałam telefonicznie na pytania i mam wrażenie, że to co opowiedziałam, w pewnym sensie przekazują prowadzący. Ja tylko przytakuję. Jestem bardzo dumna z córek. Tak pięknie się wypowiadają. Mówi głównie Olga, zachęcając Hanię do wypowiedzi. Ta jednak chyba ma lekka tremę i nie wykorzystuje okazji do końca.

Dżingiel i po wszystkim

Może trwało to 5, może 7 minut. Jeszcze kilka zdań poza kamerą. Prowadzący chwalą głos Olgi, pytają czy coś robi w kierunku śpiewania. Ona potwierdza i nawiązuje się rozmowa na temat upodobań muzycznych Olgi. A. Sołtysik: wolisz The Beatles, czy The Doors?…

Ale już kończy się przerwa reklamowa i czekają następni goście.

Wychodzimy ze studia

znów żartując i nie mogąc się rozstać naszymi nowymi znajomymi. A przecież wieczorem widzimy się na ognisku na Mazurach. W końcu rozstajemy się i idziemy na krótki spacer po mieście i poszukiwanie frytek z okienka, które sprzedaje ponoć przystojny pan. Okienko znajdujemy, ale pana nie ma, a frytek nie będzie z powodu popsutej maszyny. Idziemy więc na obiad do świetnej azjatyckiej knajpki i uciekamy na Mazury.

Przybyłyśmy, zobaczyłyśmy, zdobyłyśmy.. 😉

O tym, co się działo na Mazurach. Jak pokonałam swoje lęki i jak się kręci telewizyjne lajfy, w kolejnej, już ostatniej części opowieści.

Zapraszam, zaglądajcie.

Część pierwszą tej historii znajdziesz tutaj: Kulisy chwilowej, acz niezamierzonej sławy – droga pani z telewizji

Zdjęcia z pobytu w studio (poza głównym): Sławomir Więckus Foto Video Face

Poruszył Cię ten wpis? Skomentuj, udostępnij, polub. Będę wdzięczna za każdą Twoją reakcję.
  • 42
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    42
    Udostępnienia

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o