Zwiedzanie Zakynthos – cz. 2 – południe wyspy

Zwiedzanie Zakynthos podzieliliśmy na kilka dni, aby w pełni i na spokojnie nacieszyć się urokiem miejsc, w które się wybieraliśmy. Ponieważ byliśmy tam tylko tydzień i chcieliśmy też sobie po prostu leniwie odpocząć, zrezygnowaliśmy z wycieczek na pobliską Kefalonię, Itakę i Peloponez, chociaż przy dłuższym pobycie nie wyobrażałabym sobie odpuszczenia takich pięknych miejsc.

Postanowiliśmy zacząć od przemierzenia południowej części wyspy quadem, ponieważ słyszeliśmy, że południe, jako że dość płaskie, nie stanowi problemu dla tego typu pojazdu, a my uwielbiamy wiatr we włosach (nie szkodzi, że w kasku) i muchy w zębach.

Na górzystej północy jednak wygrało auto, które nie wymaga aż takiego wysiłku jak quad i jest od niego bezpieczniejsze. Muszę jednak przyznać, że widywałam osoby na quadach i na północy. Były to pojazdy o większej mocy, niż ten który my wybraliśmy. Nasz na pewno by nie dał rady pokonywać niektórych podjazdów. Dlatego wybór wydał nam się rozsądny, a jak później się okazało, bardzo dobry.

Ale, ale, pewnie jesteś ciekawa gdzie i co warto zobaczyć, a ja tu gadam i gadam. Już się poprawiam i opowiadam gdzie byłam i co robiłam.

Dzień Pierwszy – Argassi, Porto Zoro, Banana Beach, Zante Town

Argassi

Mieszkaliśmy w Argassi, które znajduje się 4 km na południe od stolicy Zakynthos o tej samej nazwie. Argassi to przyjemna, wypoczynkowa miejscowość z dużą ilością tawern i sklepów. Sama plaża jest dość kiepska. Wąska i pełna wodorostów. Jednak wzdłuż wybrzeża ciągną się niezliczone ilości barów (niektóre nawet z basenami), które oferują leżaki tuż nad morzem po wykupieniu drinka, lub napoju. Morze jest tu czyste i pełne małych rybek, a dno piaszczyste . Ciekawostką plaży w Argassi jest słynny kamienny most, który stoi w morzu równolegle do brzegu, zupełnie bez sensu. Pewnie ktoś miał na niego pomysł, ale nam on nie był wiadomy i szczerze mówiąc nie wnikaliśmy. Jednakże jeśli masz ochotę zrobić dochodzenie – będzie to dodatkowa atrakcja.

Do mostu dotarliśmy już pierwszego wieczoru i muszę przyznać, że nocą wygląda bardzo romantycznie podświetlony i obmywany przez fale.

Most w Argassi

Porto Zoro

Do Porto Zoro zajrzeliśmy na chwilę po drodze na Bana Beach. Przyjemna zatoczka z kamienistą plażą i małymi skałkami tuż przy brzegu i nieodłączną tawerną. Zdecydowanie dla osób ceniących spokój i kameralne miejsca.

Porto Zoro

Banana Beach

Największa, najszersza i najmodniejsza plaża Zakynthos. Bezpłatne autobusy dowożą na nią plażowiczów chyba z całej wyspy. Wyglądem bardzo przypomina nadbałtyckie plaże. Piasek jest miałki i żółciutki. Nie ujrzysz tu jednak parawanów, a niekończące się rzędy leżaków z parasolami, na których możesz się wylegiwać po kupieniu czegoś w tutejszym barze (greckim zwyczajem). Dla oszczędnych znajdzie się kawałek miejsca bez leżaków. Możesz tutaj bezstresowo położyć się na ręczniku.

Banana oferuje też całą gamę sportów wodnych, więc nie sposób się tam nudzić. Tego dnia fale były ogromne i największą zabawę stanowiło dla nas dziecięce przeskakiwanie fal i nurkowanie w ich toni. Jako, że nie lubimy za długo siedzieć w jednym miejscu postanowiliśmy wrócić w nasze okolice i popołudniową porą odwiedzić

Banana Beach

Zante Town (miasto Zakynhtos)

Miasto Zakynthos jest stolicą i zarazem największym miastem na wyspie. Znajduje się w nim port, z którego ruszają promy komunikujące Zante z resztą świata. Kilka kościołów i muzeów, promenada z restauracjami i sklepami. Nad miastem górują ruiny Weneckiej Twierdzy, do której dochodzi się przez wioskę Bohali leżącą na północny zachód od miasta. Warto wdrapać się na wzgórze z Twierdzą, by podziwiać piękną panoramę Zakynthos i ponoć największą grecką flagę, która tutaj powiewa. I tu uwaga. Twierdza jest czynna do godz. 15.00 później można podziwiać tylko jej zamkniętą bramę. Co nam się właśnie przydarzyło. Dojście z centrum Zante do Twierdzy zajmuje ok 30-40 minut i jest dość kiepsko oznakowane. Na szczęście działa tutaj nawigacja (co na Zakynthos nie jest oczywiste) i bez problemu poprowadzi Cię do celu.

Dzień drugi – Zatoka Laganas, Laganas. Rejs w poszukiwaniu żółwi Caretta Caretta. Zachód słońca na plaży Gerakas

Laganas

Na dzień drugi zaplanowaliśmy morską przygodę i rejs w poszukiwaniu żółwi Caretta Caretta, które są symbolem wyspy, a które właśnie plaże zatoki Laganas upodobały sobie jako miejsca lęgowe. Postanowiliśmy, że pojedziemy do Laganas i tam poszukamy odpowiedniej – niedużej łodzi, z której będzie „bliżej” do żółwi. Firm oferujących taki rejsik jest mnóstwo. My wybraliśmy firmę, której „siedzibę” stanowił stolik z parasolem na samej plaży, a która oferowała motorówki do 20 osób, o niskiej burcie i szklanym dnie, dzięki czemu żółwie były na wyciągnięcie ręki. Koszt takiej wyprawy to ok 20 Euro/ osoba. Są też tańsze, ale na dużo większych łodziach, nie sprzyjających bliskości przyrody, oraz dużo droższe na kilka osób, a nawet motorówki, które możesz poprowadzić samodzielnie.

Wracając do Laganas. Jest to typowy, hałaśliwy kurort. Plaże są duże i piaszczyste, ale zatłoczone. Zdecydowanie nie dla nas. Chociaż myślę, że ta atmosfera wiecznej imprezy może niektórym bardzo odpowiadać.

Rejs w poszukiwaniu żółwi – wyspa Cameo, Żółwia wyspa Marathonisi i jej jaskinie, Jaskinie przylądka Keri

Z Laganas wypłynęliśmy w kierunku wysepki Cameo, by po chwili poszukiwań spotkać pierwszego na żółwia. Bardzo się ucieszyliśmy tym spotkaniem, natomiast żółw chyba trochę mniej, ponieważ po zaczerpnięciu powietrza zanurkował w szmaragdowej toni i delikatnie mówiąc się ulotnił.

Przepłynęliśmy więc obok prześlicznej Cameo słynącej z dużej ilości zawieranych na niej ślubów i udaliśmy się do jaskiń przylądka Keri. Jaskinie wydrążone w białych klifach zrobiły na nas niemałe wrażenie. Mieliśmy nawet popływać wpław w tym miejscu, ale duże zafalowanie uniemożliwiło nam tą przyjemność.

Nasz kapitan skierował więc łódź ku wyglądającej jak gigantyczny żółw wyspie Marathonisi, która od południowo-wschodniej strony także może pochwalić się pięknymi jaskiniami. Znaleźliśmy cichą, osłoniętą od wiatru i fal zatoczkę i tutaj oddaliśmy się morskim kąpielom. Zatoczka była przecudowna. Mała plaża wyłożona niedużymi otoczakami, pod białymi skałami, kończyła się grotami, do których dostęp był tylko od strony wody. Nie omieszkaliśmy zwiedzić wpław, z maskami i rurkami, owych grot podziwiając przy okazji ryby, których było tutaj nie mało. Godzina plażowania szybko minęła i musieliśmy wracać. Nasza łódź pruła fale z zawrotną szybkością powodując, że nie została na nas sucha nitka. Cała rejs trwał ok 3 godzin.

Agios Sostis i wyspa Cameo

Po rejsie wpadliśmy jeszcze do Aghios Sostis, w którym znajduje się port, z którego też możesz wybrać się na morską przejażdżkę. My zaś chcieliśmy wejść na wyspę Cameo od strony lądu. Prowadzi do niej malowniczy drewniany mostek. Idąc mostkiem także mieliśmy przyjemność obserwować żółwie pływające w morzu. Samej wyspy jednak nie zwiedziliśmy ponieważ wstęp na nią kosztuje 5 Euro, co wydało na się wygórowaną ceną, jak na chwilę spaceru.

W planach mieliśmy jeszcze tego dnia zachód na przylądku Keri. Jednak szalejący w tamtej okolicy pożar udaremnił nasze plany. O pożarze pisał Karol na swoim blogu . Pozwolisz więc, że pominę ten wątek.

Ponieważ jednak bardzo chciałam zobaczyć zachód słońca nad morzem, wybraliśmy się w jedno z najpiękniejszych miejsc na wyspie, czyli na przylądek Vasilikos, na plażę Gerakas. Plaża jest niesamowita. Otoczona klifami i górkami o zachodzie słońca jest szczególnie urocza, ale i w dzień stanowi wspaniałe miejsce do plażowania. Plaża jest także miejscem wylęgu żółwi, o czym przypominają strażnicy, oraz odpowiednie tabliczki informacyjne. Część plaży, gdzie znajdują się jaja żółwi, jest odgrodzona, a same „gniazda” dodatkowo oznaczone. Plaża też jest zamknięta w godzinach 20.00 -8.00, właśnie ze względu na żółwie. Na plażę można dostać się publicznym autobusem z Argassii i Zakynthos. Przepiękne miejsce i bardzo godne polecenia.

Po drodze na Vasilikos zajrzeliśmy jeszcze do Porto Roma, klimatycznej, kamienistej zatoczki z tawerną, w której także można poplażować w bardzo kameralnych warunkach.

Dzień trzeci przeznaczyliśmy na leniuchowanie i plażowanie odwiedzając jedynie tzw Angielski Aquaduct w Argassi, do którego dotarliśmy już zupełnie po ciemku i niewiele zobaczyliśmy, ale klimat był…

Co zobaczyliśmy dnia czwartego i piątego i dlaczego można się wręcz zakochać w Zante, w kolejnych wpisach…

Pierwsza część naszej przygody na Zakynthos znajduje się tutaj:
Zwiedzanie Zakynthos – cz. 1 – co powinieneś wiedzieć

Poruszył Cię ten wpis? Skomentuj, udostępnij, polub. Będę wdzięczna za każdą Twoją reakcję.
  • 20
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    20
    Udostępnienia

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o